Profesja wieczysta (18 kwietnia 1935 r.) Bliżej Jezusa.



O. Joseph Schweter CSSR, Oblubienica Krzyża (S. M. Dulcissima), Katowice 1996 r. Str. 88-93

    Jako podarunek noworoczny S. M. Lazaria dała S. M. Dulcissimie kulę, ponieważ bez oparcia nie mogła już sama chodzić. Każde poruszenie sprawiało jej bóle. Jednak radość, że wkrótce złoży profesję wieczystą, czyniła każdy jej wysiłek lekkim. Najczęściej śmiała się, mówiła jednak mało. Modliła się wiele i rozważała. 24 stycznia powiedziała do swej opiekunki: „Gdybyś zobaczyła jeden raz duszę, wtedy nie mogłabyś dłużej żyć. Serce ludzkie jest pełne tajemnic, a największą z nich jest ostatnia godzina - śmierć". Dwa dni później modliła się: „Dusze daj mi Jezu, dusze! Jezu, daj każdej siostrze, gdy umrze i przyjdzie do Ciebie, jedną du­szę jako podarunek, żebyś Ty, siostra i współsiostry cieszyły się! Tak chcę ratować dusze, nie po to, by o tym ktoś wiedział, ale tylko Ty, mój Aniele Stróżu i św. Teresa". Podobną modlitwę odmawiała już w czasach swego nowicjatu, a także później. Teraz jednak, gdy zbliżała się do Jezusa w wieczystej profesji i w śmierci, jej błaganie o dusze było szczególnie wzruszające.

    25 lutego myślała przede wszystkim o swej przeszłości. Posłuchajmy jej w pokorze: „Moja wola została złamana już we wczesnej młodości. Powinnam była to znosić, a nawet ukryć, ponieważ otrzymałam potrzebne do tego siły. Z perspektywy dostrzegam zmarnowanie wielu łask. Wobec ciężkich doświadczeń - myśląc po ludzku - zapominamy o wieczności. Nie zaofiarowałam wtedy należytej pomocy i wszystko musiało być zbadane.

    Zapomniana żyję na ziemi, jednakże taka jest wola Boża. Zapomniana odejdę od was i nie zobaczycie cudu. Moja du­sza często odczuwa potrzebę przebaczenia. Jest wieczność. Tylko złość może szkodzić w postępie do wiecznego miasta. Często pytam siebie samą: »Czy potrwa to długo, o Boże?« Pan pozwala mi spostrzec w ukryciu, że czas jeszcze nie nadszedł. Nie pozwól mi żyć na zatracenie! Mam długów po­nad miarę. Słabości ludzkie stają się często zauważalne. Również je muszę opłacić. Często byłabym, mówiąc po ludzku, zgubiona, ponieważ cierpienie wzrasta ponad miarę. Je­śli Ty, o Boże, nie podarowałbyś mi szlachetnego kamienia wiary, jak wielkim byłoby niejedno utrapienie! Jeszcze mam jedno życzenie, by nauczyć się prawdziwego milczenia i nadal pozostać wiarygodną, jak byłam dotychczas. Wszystko nagradzasz Ty, bo Ty wszystko prowadzisz. Zlikwiduj każdy mój dług, ponieważ wszystko możesz. Nie pozwól mi błądzić, ponieważ muszę dziękować. Wszystko przemija, wiele przynosi stratę. O, mój Boże, dziękuję Ci za czujną dłoń. Wiedziałeś jak uparte jest moje »ja« i że ten brzydki robak (moja miłość własna) jeszcze żyje. Co stałoby się z tym »ja«, gdybyś Ty, o Boże, nie dał przełożonym rozpoznania? (myślała o słusznym kierownictwie - przyp. tłum.) Boleść serca kosztowało moją Mateczkę - ona jest moim darem Bożym - ale też mnie, ponieważ pomimo wszystko chce być doskonałą".


    Przełożonej (S. M. Lazarii) dała doskonałe reguły postępowania, o których została pouczona przez św. Teresę, na przykład: „Powinnaś zważać na twoje zdrowie, ponieważ wiesz, czego potrzebuje twoje ciało. Przy odwiedzinach nie powinnaś znosić milczenia przy stole, najwyżej przy kawie. Również w obecności gości powinnaś zachowywać modlitwy zakonne, wtedy goście także udadzą się na modlitwy. Powinnaś w milczeniu wszystkiego wysłuchać. Powinnaś pocieszać Przełożoną Prowincjalną i powiedzieć jej, żeby więcej zważała na swoje zdrowie".

    Wielki Post przyniósł S. M. Dulcissimie znów szczególne cierpienia. Drgawki pochodzenia mózgowego dokuczały jej l i 2 marca. 3 marca, wyczerpana atakami, nie mogąc mówić, napisała do siostry przełożonej Lazarii: „ Teraz już nie mogę. Pomóż mi modlić się i naucz mnie być wdzięczną Zbawicielowi za zesłany krzyż! Jezus powinien wynagrodzić ci twoje trudy. Przynajmniej teraz chciejmy wypełnić zesłane przez Boga milczenie! Jezus chce teraz mówić sam. Powinnaś mieć jeszcze wiele radości. Modlę się obecnie podwójnie za wszystkich, ponieważ nie mogę mówić".

    Gorzkie cierpienie Zbawiciela było w Wielkim Poście jej najgłębszym, ustawicznym tematem rozmyślania. W nim była wciąż zatopiona. Całkowite oddanie się tajemnicy krzyża wynagrodził Pan szczególnym przywilejem: niewidocznym, ale odczuwalnym charyzmatem stygmatów na rękach i nogach, a wkrótce potem także na jej sercu. Miała wielkie bóle w dłoniach, przy czym trzy pierwsze palce łączyły się kurczowo razem. Również powierzchnia stóp bolała ją bardzo, co nie pozwalało na proste stanie lub na normalne poruszanie się. S. M. Dulcissima wyjaśniła to na początku słowami: „Mam reumatyzm". Pokazując wewnętrzną stronę dłoni powiedziała: „ To tak boli, kłuje, tak rwie, czasami przychodzi tak nagle". Głos św. Teresy powiedział jej: „Musisz odtworzyć całkowicie Jezusa w sobie". Zrozumiała tę wypowiedź jako duchowe naśladowanie Boskiego Zbawiciela. Gdy jednak św. Teresa dała jej praktyczne rady, jak się ma zachować w tym stanie, zauważyła wtedy, że były to ukryte blizny, przez które miała być podobna w pewnym stopniu do cierpiącego Zbawiciela. Z dziecięcą prostotą mówiła do S. M. Lazarii: „Powinnam zgiąć dwa ostatnie palce do środka dłoni, wtedy inni ludzie nie zauważyliby, gdy to rwanie przyjdzie nagle. Również stopy i nogi powinnaś owijać mi mocnej, wtedy będę miała więcej wsparcia, będę mogła iść lepiej i niesie nie zauważy".

    Ból na powierzchni dłoni odczuwała między kośćmi palca wskazującego i środkowego, ale tylko wewnątrz, nie na dłoni ze strony zewnętrznej. Podobnie ból nóg - występował tylko pod stopami, tak że S. M. Dulcissima przy chodzeniu stąpała najczęściej na pięcie lewej stopy. Prosiła usilnie Boskiego Zbawiciela, by nie pozwolił ukazać się bliznom, żeby ludzie ich nie zauważyli. Chciała cierpieć całkiem w ukryciu. Zapowiadając tajemnicze stygmaty, św. Teresa przyrzekła jej, że pomoże tak w łagodzeniu boleści, jak i w poruszaniu dłońmi i stopami.

    Tymczasem zbliżał się dzień wieczystej profesji. Myśl o wielkiej łasce osładzała cierpienia naszej Oblubienicy Krzyża, również najcięższe boleści. Prałat Jan Milik (+1936) przyjechał z Katowic do Brzezia, by przyjąć przepisany kanoniczny egzamin. Było to jednak niemożliwe, ponieważ gdy przybył, S. M. Dulcissima była nieprzytomna od 18 godzin.

 

   

 

 

    Unikalne zdjęcie S. M. Dulcissimy w dniu składania profesji wieczystej. Powiększone zdjęcie znajdowało się w jej pokoju w brzeskim klasztorze.

 

 

 

 

 

 

    Biskup Stanisław Adamski zlecił więc odebranie tego egzaminu kapelanowi domowemu z Brzezia ks. oblatowi Blandziemu.

 

 

Ks. oblat Blandzin kapelan klasztoru w Brzeziu.

 

 

    Przełożona Prowincjalna M. Dolorosa Andrzejczak przyjechała na uroczystość z Katowic i podpowiadała chorej, prawie niewidomej siostrze formułę ślubów w języku polskim;

 

 

 

 

 

 

Dniem profesji był Wielki Czwartek 18 kwietnia 1935 roku. 

    Przygotowaniem do tego dnia były dla S. M. Dulcissimy 10-dniowe rekolekcje odbyte w jej celi pod kierownictwem ks. Blandziego, połączone z wielkimi cierpieniami fizycznymi i bogatymi radościami duchowymi. Do niej odnoszą się słowa biskupa Kepplera z Rottenburga (+1925), który w kazaniu o „Duszach cierpiących" powiedział: „Szczególnie bardzo głęboko uformowane dusze o intensywnym życiu wewnętrznym mogą już tu na ziemi połączyć w sobie największe kontrasty światłych i ciemnych myśli i uczuć oraz nosić w sobie najwyższą radość i najgłębszy ból równocześnie".

    Matka Generalna byłaby chętnie przyjechała do Brzezia na ten uroczysty dzień, jednak nie pozwoliły jej ważne sprawy urzędowe. Wysłała więc zastępczynię, asystentkę generalną S. M. Honoratę. Uczestniczenie w uroczystości było dla niej prawdziwym przeżyciem i po powrocie napisała w aktach:
„Dnia 18 kwietnia 1935 roku, w Wielki Czwartek, w Do­mu Nowicjatu polskiej Prowincji w Brzeziu, S. M. Dulcissima (Helena Hoffmann) złożyła wieczne śluby. Wymieniona siostra nie mogła uczestniczyć w kursie przed wieczystymi ślubami w Domu Macierzystym z powodu choroby i dlatego złożyła wieczne śluby sama w Brzeziu, gdzie przebywa. Kapelan domowy, ks. Blandzi, oblat, został upoważniony przez Kurię Biskupią w Katowicach do przewodniczenia tej uroczystości. Z Domu Macierzystego została wydelegowana do przyjęcia ślubów asystentka generalna S. M. Honorata. Czcigodna Przełożona Prowincjalna M. Dolorosa Andrzejczak przyjechała na uroczystości z Katowic i podpowiadała chorej, prawie niewidomej siostrze formułę ślubów w języku polskim; ta powtórzyła ją słowo po słowie całkiem wyraźnie i jasno. To zrobiło wstrząsające wrażenie na wszystkich obecnych i żadne oko nie pozostało przy tym suche, zwłaszcza że Oblubienica cierpiała bardzo. Wsparta na kuli, stojąc uczestniczyła w świętym Przeistoczeniu i tylko w tej pozycji mogła przyjąć świętą Komunię. Ze wzruszeniem dowiedziałyśmy się, z jakim trudem i wysiłkiem napisała formułę ślubów prawie ociemniała chora. Chciała napisać ją sama ręcznie, na co potrzebowała 14 dni. Z doskonałym oddaniem się Jezusowi i z oddaniem się Najświętszej Woli Bożej nosi nasza Mała Siostra ciężki krzyż swej choroby ku zbudowaniu wszystkich, ofiaruje go za nasze Zgromadzenie i modli się za nie bezustannie". 

    S. M. Dulcissima oddała się całkowicie Bogu. Jej dusza triumfowała przy największych cierpieniach. Jakież łaski, światła i siły mógł jej przynieść Wielki Piątek! W Wielką So­botę św. Teresa mówiła: „Dziecko ma znaki Zbawiciela, ale niewidoczne ludzkim oczom". One właśnie były ukrytym bólem w dłoniach i stopach, jak każde cierpienie, ale również - jak wszystkie łaski - nosiły znamię ukrycia i obawy przed ludźmi.
    Po wieczystej profesji boleści S. M. Dulcissimy stały się większe; rwanie wzrastało codziennie aż do piątku, kiedy osiągało punkt szczytowy. Wtedy prosiła o mokre chustki, by położyć je na powierzchnię dłoni, ponieważ pieczenie było ogromne, a przez to doznawała małej ulgi.

    Po Wielkim Poście, z powodu wielkich, trwających wciąż boleści, utraciła całkowicie władzę w kręgosłupie, tak że nie mo­gła sama prosto chodzić. Kula była odtąd jej stałą towarzyszką.
W czerwcu boleści i kłucia powiększyły się i musiała nosić mocny pas skórzany, który nie poddawał się przy ruchach ciała. Tylko w ten sposób mogła się poruszać, w dodatku jedynie z pomocą drugiego człowieka. Zdana tylko na laskę, zsuwała się na ziemię, ciągnąc za sobą kulę, jak małe dziecko. Nie mogła nawet siedzieć prosto, tylko skrzywiona. Gdy ból była bardzo duży, wtedy nawet leżenie w łóżku sprawiało jej trudność. Pomimo to wykonywała jeszcze prace ręczne, sprzątała celę, froterowała podłogę w celi, na schodach i na korytarzu, wycierała kurze...
    Ponieważ kula, której musiała używać, była ciężka i czyniła ją bezradną przy pracy, uderzała ją często na swój dziecinny sposób i wyzywała ją. Św. Teresa zwróciła jej na to uwagę mówiąc: „To jest twój krzyż, który dał ci Jezus i ty powinnaś mieć go we czci. Ta laska będzie wiele znaczyła po twojej śmierci". W dziecięcych, szczerych, głośnych rozmowach z sobą samą słyszano aż do końca jej życia słowa: „Ciebie dał mi Jezus. Muszę ciebie szanować".  



Całowała często „laskę-krzyż" i obchodziła się z nią delikatnie.
 

Strona SM Dulcissimy

 

Zapraszamy  do współpracy- autorstwo materiałów dostarczonych zapewnione.  Kontakt brzezie@raciborz.com.pl. Teksty i zdjęcia zastrzeżone /Ustawa o ochronie praw autorskich/. Modyfikowano. 22/05/06 r.   Autor witryny - Florian Burek. Witryna istnieje od 1994r.