Uroczystość pogrzebowa



Artykuł Małgorzaty Rother Burek, w Bp Jan Kopiec, 100 lat w służbie nadziei i miłości, Opole 2003r.


Świadectwa- wspomnienia wygłoszone w dniu 08.10.2002 r. na Sympozjum z okazji 100-lecia poświęcenia w Domu św. Notburgi w Raciborzu oraz zbliżającego się 150-lecia istnienia Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej.

 
Charyzmat Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej zrealizowany przez S. M. Dulcissimę Hoffmann.

 
„Dziś o Godzinie 5.30 rano Zbawiciel powołał do siebie, do swego Niebieskiego Królestwa, swoją wierną Oblubienicę   Cierpień, naszą drogą współsiostrę Marię Dulcissimę Hoffmann od Najświętszej po wszystkie czasy Niepokalanej Dziewicy Maryi (...).Przez swą pełną heroizmu ofiarę miłości i gotowości cierpienia przeżyła „czasów wiele”. O pobożną modlitwę za wierną zmarłą prosi Dom Macierzysty Sióstr Maryi Niepokalanej”.

    Tak brzmiała wiadomość o śmierci S.M. Dulcissimy podana we Wrocławiu 18 maja 1936 roku.
W brzeskiej parafii ,gdzie „przyszło Jej pozostać w pełnym zjednoczeniu z Jezusem Ukrzyżowanym, w ukryciu przeżywając w sposób mistyczny swe życie z Jego głównym rysem wielkiego dziecięctwa” -jak mówi O. Joseph Schweter, pierwszy biograf Jej życia, poranne dzwony oznajmiające Jej śmierć przyjęte zostały jednomyślnym określeniem „umarła święta”.

    Według wspomnień mieszkańców Brzezia n/Odrą, obecnie dzielnicy Raciborza, również ówczesny proboszcz ks. Feliks Borzucki cieszący się wielkim autorytetem wśród parafian, kapłan pobożny a zarazem bardzo wymagający, nieskory do pochlebstw, podczas pogrzebu wypowiedział podobne słowa: „To była święta Siostra”. Określenia te przechodzą z pokolenia na pokolenie. Żyjące po dzień dzisiejszy osoby wspominają niezwykłą atmosferę: „...wszystko było w bieli, cały Jej pokój tonął w białych kwiatach, wszędzie roznosiła się cudowna woń, a Jej ręce całowane przez wiernych były, w opinii ludzi, tak ciepłe jak za życia”.

    Siostra „Dulcizma” tak popularnie określana w Brzeziu, już za życia miała opinię świętej, ceniono Jej pobożną modlitwę, wierzono w skuteczność Jej próśb zanoszonych do Boga. Szczególny podziw wzbudzał wśród mieszkańców fakt przyjmowania ciężkiej choroby jako Bożej łaski, którą ofiarować chciała dla ratowania dusz oraz w intencji Ojca świętego i kapłanów.
    Fakt przyjmowania cierpienia z takim oddaniem Bogu, warto podkreślić właśnie tu, w Domu św. Notburgii, którego stuletnie mury przepełnione są echem wielorakich cierpień, modlitw oraz świadczonego bliźnim miłosierdzia.
S. M. Dulcissima, młodziutka zakonnica obciążona własną chorobą, odwiedzała i pocieszała innych cierpiących mieszkańców Brzezia. Jej odwiedziny w domach wspominane są po dzień dzisiejszy. Odwiedziła także dom, w którym przeżyłam swą młodość- w trumnie mojej bliskiej krewnej, malutkiej Weroniki złożyła „List do Jezusa” – co było niejednokrotnie praktykowane przez Siostrę Dulcissimę, a odnotowane zostało przez naocznych świadków.
    Cierpienia wynikające z choroby potęgowane były niejednokrotnie cierpieniami wynikającymi z braku zrozumienia niezwykłego postępowania młodej zakonnicy. Wierną opiekunką a zarazem świadkiem mistycznych rozmów Siostry Dulcissimy z Jej duchową Przewodniczką św. Teresą od Dzieciątka Jezus była S.M. Lazaria. W bieżącym roku mija 50 lat od śmierci siostry Lazarii, która również cieszyła się ogromnym autorytetem wśród mieszkańców Brzezia. Jej grób znajduje się również na starym brzeskim cmentarzu; tę siostrę pamiętam dobrze z lat mojego dzieciństwa.
Niezwykły dar modlitwy Siostry Dulcissimy skupiał wokół Niej nie tylko ludzi prostych. Do Niej zwracali się także przełożeni Zgromadzenia szukając rady w trudnych sytuacjach życiowych.
    Wychowałam się, tak jak większość mieszkańców Brzezia, w atmosferze kultu dla świętobliwej Siostry. Zewnętrzne objawy tegoż kultu obserwowałam na co dzień, ponieważ całe moje życie zawodowe związane było z brzeską szkołą, a to tylko kilka kroków od starego cmentarza, klasztoru Sióstr Maryi Niepokalanej i kościoła.
    Przez szkolne okna widywałam codziennie stojące nad grobem osoby, grupy dzieci i te stale piękne, świeże bukiety kwiatów, zapalone świece, lampki, znicze.
    Kult przechodzi z pokolenia na pokolenie. Wielu moich bliźnich, znajomych po dzień dzisiejszy nie rozstaje się ze swoistym talizmanem – grudką ziemi z grobu Siostry Dulcissimy.
    Jak wspomniałam, obserwowałam na co dzień trwający kult, ale jego głębię zrozumiałam dopiero później.
Dziesięć lat pracy redaktorskiej przy „Brzeskim Parafianinie”, piśmie historyczno-religijnym o naszej wspólnocie parafialnej uzmysłowiło mi istotę tegoż kultu. Prowadzone wywiady, wielokrotne odwiedziny w różnych rodzinach, wsłuchiwanie się w opowiadania moich rozmówców, nie tylko zresztą osób starszych, zwróciły moją uwagę, iż osobiste losy wielu ludzi ściśle związane są z doznanymi łaskami uzyskanymi od Boga za wstawiennictwem Siostry Dulcissimy. Słuchając tych wspomnień odbieram coś na wzór nieustającego, modlitewnego szeptu wypływającego z głębi ludzkiej duszy. Osoby, które w szczególny sposób doświadczyły łask namawiałam, by udały się do naszego klasztoru Sióstr Maryi Niepokalanej i tam opowiedziały wszystko. Dziś wiele z tych osób wpisanych zostało na listę świadków w rozpoczętym procesie beatyfikacyjnym.
    Warto tu, za O. Schweterem powtórzyć słowa, które napisał w uzasadnieniu monografii „Oblubienicy Krzyża”. „Członkinie Rady Generalnej Sióstr Maryi Niepokalanej” poprosiły mnie o napisanie Jej życiorysu. Po dłuższym zastanowieniu i zbadaniu dokumentów dotyczących sprawozdań naocznych świadków zgodziłem się (...). Jednak to, co w tej książce wydaje się cudownym, należy ocenić tylko według pojęć ludzkich a przedstawienie tego wcale niej jest uprzedzeniem osądu Kościoła, który sam wypowiada ostatnie słowo”.
    Od napisania tych słów minęło ponad pół wieku i Kościół wypowiedział pierwsze słowo: NIHIL OBSTERE „Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby sprawa beatyfikacji i kanonizacji tejże Sługi Bożej Marii Dulcissimy (w świecie Heleny, Joanny Hoffmann) mogło być przeprowadzone z zachowaniem Kanonów, które należy zachować w badaniach jakie biskupi są zobowiązani przeprowadzić...”
    Wielka radość zapanowała w Brzeziu, gdy dotarła ta wiadomość z Rzymu skierowana na ręce Metropolity Katowickiego Arcybiskupa Damiana Zimonia.
    Rozpoczęcie procesu na szczeblu diecezjalnym odbyło się 18 lutego 1999 roku w krypcie katedry Chrystusa Króla w Katowicach, któremu przewodniczył Arcybiskup Damian Zimoń wraz z biskupami pomocniczymi Gerardem Bernackim i Stefanem Cichym i licznie przybyłymi kapłanami.
    W powyższej uroczystości udział brała Matka Generalna S. M. Angela Kubon wraz z Zarządem Generalnym z Rzymu oraz wielka liczba sióstr z kraju i z zagranicy.
    Krypta katowickiej katedry z trudem pomieściła zebranych wiernych. Wśród nich delegację parafian z Brzezia, jak również Świętochłowic- Zgody, miejsca urodzenia Heleny Hoffmann.
    Siostrze Dulcissimie przysługuje odtąd tytuł Sługi Bożej. Również media odnotowały to ważne wydarzenie, do Brzezia zjeżdżają pielgrzymki z różnych stron naszej Ojczyzny i  spoza jej granic.
    8 kwietnia 2000 roku, doczesne szczątki Sługi Bożej przeniesiono ze starego cmentarza w pobliże brzeskiego kościoła. Na dawnym grobie umieszczono stosowną tablicę pamiątkową. Parafianie trwają w modlitwie.
Helena Hoffmann wstępując do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej w pełni pojęła i zrealizowała przez pełnym cierpienia życiem charyzmat Sługi Bożego Ojca Założyciela Jana Schneidera.
    Kapłan i zakonnica naszej śląskiej ziemi, dziś kandydaci na ołtarze wyróżnili się potęgą duchową i praktyką życiową, w której miłość Boga i miłość bliźniego wzajemnie się przeplatały. Ich życie pełne poświęcenia i cierpienia są dla nas żywym przykładem serc głęboko wierzących i ufających Chrystusowi- Odwiecznej Miłość
 


 BP-38-6/24 grudnia 1998 r. autor Małgorzata Rother- Burek
 

Listy z Londynu.
7. lutego 1996 roku

„Szanowna i Droga Pani Małgorzato"



(...) Łucja mówiła mi o procesach beatyfikacyjnych dla Siostry Dulcissimy, a ja o niej Pisałem. Rzecz utknęła na siódmym rozdziale i nie wiem, kiedy znowu ruszy. To o Siostrze Dulcissimie jest do Pani dyspozycji, tyle, że będzie to wyrwane z większej całości. Nie rozstanę się z tymi siedmiu rozdziałami, aż rzecz skończę, albo śmierć mnie tam zatrzyma. Taka jest moja warsztatowa metoda, od której nigdy nie odstępuję (...)

26. lutego 1996 roku
(...) Załączam 11 stron komputerowego wydruku książki, którą pisałem w roku 1994. Ma ona prowizoryczny tytuł „UNSERE” i jest o mojej młodości, o drodze z Brzezia do Anglii i o spotkanych ludziach.
(...) Fragment o Siostrze Dulcissimie wydaje mi się być jasny i mówiący za siebie. Jest na stronie 13, podkreślony.

 
    „(...) Karuzele przyjechały na Wielkanoc do Brzezia i pobiegłem z Kazikiem je zobaczyć. Bez sweterków, bez wiedzy Matki. Kazik jest młodszy o rok i wszędzie biegał w tamtych latach za moim wścibskim nosem. Wróciliśmy od karuzel na wskroś przewiani mroźnym wiatrem i w trzy dni mięliśmy już wielką gorączkę. Szkarlatyna - postrach wszystkich młodych matek. Nie mogę wiele powiedzieć o tej chorobie, bo ze mną poszło to dalej, aż do zapalenia opon mózgowych podobno.
    Dosyć, że byłem zupełnie ślepy i głuchy. Jak długo? Nie wiem. Wiecznością mi się wydawało, bo gdy gorączka minęła, to miałem umysł całkowicie jasny, ale naokoło mnie była wszędzie zupełna cisza i mrok absolutny, jak w głębokim, podziemnym lochu. Dotyk i węch mi tylko zostały, oraz język w gębie, zawsze aktywny.
    Więc nie był to podziemny loch, bo ludzie słyszeli, reagowali, karmili mnie, myli, tulili, a chory brat puszczał mi na rozciągniętym między naszymi łóżkami sznurku różne zabawki, kładłem palec na sznurku i palcem „słyszałem”, że do mnie jadą. Moje lewe, dziś widzące, i kiedyś wspaniałe oko, jest darem od Siostry Dulcissimy z naszego nowicjatu Marianek. Ja wzrok odzyskałem, a ona oślepła zupełnie - prawie w tym samym czasie. Lekarze przyjeżdżali i odjeżdżali, kiwając głową, pełni wyrazów współczucia dla Matki. Ona nie. Ona zostawała, modliła się o wzrok dla mnie, mówiła Matce, że odda mi Jej własne oczy, albo choć jedne. Myślałem, że to może Ona mnie tuli, bo ten sztywny krochmalony kołnierz, ten krucyfiks, ta dłoń tak delikatna na moich włosach, albo na policzku.
    Cokolwiek się stało, stało się. Pewnego dnia ja świat widziałem, a Ona już nie. Lekarz gdy przyjechał, oświadczył, że to cud.”  


(...) Resztę stron załączam jako konieczny kontekst życiowy i tło 
(...) Nie zapomina się takich rzeczy nigdy.
Proszę złożyć kwiaty ode mnie na grobie Siostry Dulcissimy, a ja już się jakoś Pani odwdzięczę.
 

Łączę jak najserdeczniejsze pozdrowienia
Jan Darowski” 


PS. Prośba poety została spełniona.
 

SM Dulcissima

Zapraszamy  do współpracy- autorstwo materiałów dostarczonych zapewnione.  Kontakt brzezie@raciborz.com.pl. Teksty i zdjęcia zastrzeżone /Ustawa o ochronie praw autorskich/. Modyfikowano. 22/05/06 r.   Autor witryny - Florian Burek. Witryna istnieje od 1994r.